Hyundai Tucson– od synonimu niezawodności do symbolu kryzysu jakości?

Nowy samochód, stare problemy i pytania o przyszłość marki Hyundai

Jeszcze kilka lat temu Hyundai był postrzegany jako przykład udanej transformacji marki motoryzacyjnej. Producent, który przez lata budował zaufanie klientów, konsekwentnie poprawiał jakość swoich samochodów i podkreślał ją siedmioletnią gwarancją, był dla wielu synonimem rozsądnego i bezpiecznego wyboru. Dziś jednak coraz częściej pojawiają się pytania, czy za tym wizerunkiem nie kryje się poważny kryzys jakości oraz obsługi posprzedażowej.

Jednym z przykładów tej zmiany jest historia klienta firmy comfortcar, który 4 listopada odebrał fabrycznie nowego Hyundaia Tucson z salonu PGD Hyundai przy ul. Krasnobrodzkiej 5 w Warszawie.

Trzy kilometry i pierwsze błędy systemów bezpieczeństwa

Problemy pojawiły się niemal natychmiast. Po przejechaniu około trzech kilometrów od momentu odbioru samochodu na desce rozdzielczej zaczęły wyświetlać się liczne komunikaty o błędach. Dotyczyły one m.in. przednich systemów bezpieczeństwa, kamer oraz asyst kierowcy. W praktyce oznaczało to, że nowy samochód informował o ograniczonej lub całkowicie wyłączonej funkcjonalności systemów, które mają chronić kierowcę i pasażerów.


W aucie prosto z salonu takie komunikaty nie powinny się pojawić w żadnych okolicznościach. Tym bardziej że nie dotyczyły elementów drugorzędnych, lecz kluczowych systemów wpływających na bezpieczeństwo jazdy.


Kontakt z dealerem i pierwsze rozczarowanie

Klient niezwłocznie skontaktował się z opiekunem ze strony sprzedawcy. Otrzymał informację, że najbliższy wolny termin w serwisie przypada na 3 stycznia. Warto podkreślić, że była to odpowiedź udzielona 4 listopada.

Nowy samochód, usterki dotyczące bezpieczeństwa i perspektywa niemal dwóch miesięcy oczekiwania na diagnostykę już na tym etapie rodziły uzasadnione pytania o realną troskę producenta i sieci dealerskiej. Samochód który został kupiony żeby zarabiać miał przez kolejne 2 miesiące genrować straty.


Serwis we Wrocławiu i dalsze komplikacje

Po samodzielnych poszukiwaniach klient znalazł serwis, który zaproponował wcześniejszy termin. Był to Dealer Hyundai Jaremko przy ul. Mińskiej 41a we Wrocławiu, gdzie samochód został dostarczony 20 listopada.

Po oddaniu auta do serwisu kontakt znacząco się utrudnił. Przez kilka dni nie było żadnych informacji o postępie prac, a próby kontaktu telefonicznego pozostawały bez odpowiedzi. Klient pozostał bez samochodu i bez wiedzy na temat jego stanu.

Absurd: brak auta zastępczego, bo samochód nie był holowany

W tej sytuacji klient wystąpił o auto zastępcze. Odpowiedź udzielona przez Hyundai Assistance doskonale obrazuje skalę problemu systemowego. Poinformowano go, że auto zastępcze nie przysługuje, ponieważ pojazd został dostarczony do serwisu samodzielnie, a nie odholowany.

Nowy samochód, fabryczna usterka, tygodnie unieruchomienia – a kluczowe znaczenie ma formalny fakt użycia lawety. Dealer poproszony o pomoc i organizacje auta zastępczego wykazał się podobną obojętnościa.."nie mamy samochodu zastępczego"...Trudno nie odnieść wrażenia, że w tym przypadku sytuacja przypomina absurd znany z filmu „Miś”: „nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi”.

Miesiące oczekiwania i nieskuteczna naprawa

26 listopada serwis poinformował, że przyczyną problemów jest moduł sterujący systemami bezpieczeństwa, który miał zostać wymieniony w ramach gwarancji. Część ta okazała się niedostępna w Polsce i wymagała sprowadzenia z Korei.

Naprawa trwała tygodniami. Dealer nie dysponował autem zastępczym, a klient przez ponad miesiąc pozostawał bez samochodu. Po wymianie modułu okazało się, że usterki nie ustąpiły, a błędy nadal się pojawiały.

Odbiór auta bez wyjaśnień i odmowa dokumentacji

Dopiero 5 stycznia klient otrzymał informację, że samochód jest gotowy do odbioru. Cały proces naprawy trwał ponad półtora miesiąca. Przy odbiorze nie przekazano jednak informacji, jaka była faktyczna przyczyna awarii.

W odpowiedzi na prośbę o udostępnienie dokumentacji naprawy serwis odmówił, powołując się na brak zgody gwaranta – Hyundai Motor Poland. W praktyce oznaczało to, że właściciel nowego samochodu nie ma prawa wiedzieć, co dokładnie uległo awarii w systemach bezpieczeństwa jego pojazdu.

Kryzys jakości czy nowy standard obsługi?

Ta historia rodzi pytania wykraczające daleko poza jeden egzemplarz samochodu. Czy siedmioletnia gwarancja Hyundai nadal jest symbolem jakości, czy raczej zabezpieczeniem na wypadek długotrwałych i skomplikowanych napraw? Czy brak auta zastępczego, wielotygodniowe oczekiwanie i odmowa informacji to nowy standard obsługi klienta?

Bo jeśli klient odbierający nowy samochód musi zastanawiać się, czy pojazd jest faktycznie bezpieczny, to znaczy, że problem dotyczy nie tylko jednego Tucsona, ale kondycji całej marki.

Wszystkie artykułyNastępny artykuł