Wypadek lub kolizja samochodem z wypożyczalnii za granicą.

wypadek samochodem zastępczym za granicą

Kolizja samochodem z wypożyczalni za granicą? Wtedy dopiero zaczynają się problemy

Kolizja może przytrafić się każdemu, nawet najlepszemu kierowcy, nawet jeśli jeździmy bardzo ostrożnie. Do wypadku nie musi dojść z naszej winy, zatem dobrze jest być przygotowanym na każdą okoliczność. Poruszanie się powierzonym samochodem nie zwiększa ryzyka wypadku, ale zobowiązuje do zabezpieczenia się na okoliczność kolizji, wypadku. Dopóki wszystko działa, praktycznie nikt nie zastanawia się nad tym, czy samochód z wypożyczalni albo auto zastępcze w ogóle mogło wyjechać za granicę. Kierowca odbiera kluczyki, podpisuje dokumenty, słyszy że „samochód jest ubezpieczony”, więc zakłada, że w razie problemu wystarczy zadzwonić po assistance i sprawa sama się rozwiąże.

Do pierwszej kolizji, awarii albo kontroli policji.

Wtedy bardzo szybko okazuje się, że przy samochodzie z wypożyczalni najważniejsze nie jest samo zdarzenie drogowe, ale to, czy w ogóle miałeś prawo znaleźć się tym autem poza Polską. I wiele osób orientuje się, jak duże ma to znaczenie dopiero stojąc na poboczu autostrady kilkaset kilometrów od domu.

Największy błąd kierowców polega na tym, że traktują zgodę na wyjazd za granicę jak zwykłą formalność. Coś w rodzaju zbędnego papierka, który wypożyczalnia wymaga „dla zasady”. Tymczasem właśnie od tego jednego zapisu często zależy, czy po szkodzie dostaniesz realną pomoc, czy zostaniesz z problemem sam. Dokumenty w postaci umowy zawsze należy mieć przy sobie, obojętne w jakiej wersji czy skanu na telefonie, czy wydruku. Dane w umowie również warto sprawdzać, by nie zawierała błędów, które w przypadku kontroli drogowej mogą okazać się niemałym problemem. Wystarczy, że pojazd prowadził kierowca nie uwzględniony w umowie wynajmu i z pomocy assistance nie można będzie skorzystać.


Bo dopóki nic się nie dzieje, wszystko wygląda dobrze. Auto jedzie normalnie, granicę przekraczasz bez problemu, nikt niczego nie sprawdza. Brak kontroli nie oznacza braku odpowiedzialności za wyjazd. Zwłaszcza granice w UE przekroczyć można niezauważenie. Kierowca nabiera więc przekonania, że cała ta zgoda była tylko niepotrzebnym wymysłem firmy wynajmującej. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy potrzebujesz pomocy.

I wtedy często pojawia się pierwsze zderzenie z rzeczywistością.

Kierowca dzwoni po assistance przekonany, że za chwilę ktoś przyjedzie z lawetą albo autem zastępczym, po czym słyszy pytanie: „Czy pojazd miał zgodę na wyjazd za granicę?”

Dla wielu osób to moment kompletnego zaskoczenia. Jeszcze kilka minut wcześniej problemem była rozbita chłodnica albo uszkodzony zderzak. Nagle okazuje się, że większym problemem może być sama umowa najmu.

Najgorzej wygląda to przy awarii lub szkodzie z winy kierowcy pojazdu zastępczego. Wtedy to właśnie wszystko opiera się głównie na assistance. A assistance działa dokładnie tak długo, jak długo użytkownik przestrzegał warunków ochrony. 

Jeżeli samochód znalazł się za granicą bez wymaganej zgody, uzyskanie pomocy na drodze może zostać ograniczona albo całkowicie odmówiona. I wtedy zaczynają się prawdziwe koszty. Laweta za granicą potrafi kosztować więcej niż cały tygodniowy wynajem samochodu. Do tego noclegi, organizacja transportu, czasem konieczność powrotu do Polski na własną rękę. W praktyce jedna pozornie nieważna zgoda z umowy zaczyna nagle decydować o kilku albo kilkunastu tysiącach złotych.

Jeszcze bardziej problematyczna jest sytuacja, kiedy dochodzi do kolizji z Twojej winy. I to jest rzecz, której większość artykułów kompletnie nie tłumaczy.

Dla kierowcy wszystko wydaje się proste: samochód ma AC, więc ubezpieczenie naprawi szkodę i temat zamknięty.

Tyle że autocasco przede wszystkim zabezpiecza samochód i właściciela pojazdu, czyli wypożyczalnię. Nie oznacza automatycznie, że ktoś będzie organizował dalszą część Twojego wyjazdu.

W praktyce bardzo często wygląda to tak, że auto zostanie odholowane i naprawione z polisy, ale Ty zostajesz bez samochodu. Szczególnie jeśli miałeś podstawowy wariant wynajmu bez rozszerzonego assistance albo bez gwarancji auta zastępczego po szkodzie z własnej winy.

I wtedy dopiero zaczyna się nerwowa analiza umowy, której wcześniej praktycznie nikt nie czyta.

Kierowca stoi za granicą, ma rodzinę, bagaże, zarezerwowany hotel, a nagle okazuje się, że wypożyczalnia wcale nie ma obowiązku podstawienia kolejnego auta. Samochód owszem — zostanie naprawiony. Ale dalsza organizacja podróży może zostać już po stronie użytkownika.

Jeszcze gorzej robi się wtedy, gdy połączą się dwie rzeczy:

  • jesteś sprawcą kolizji,
  • i nie miałeś zgody na wyjazd za granicę.

W takiej sytuacji wypożyczalnia może uznać, że doszło do naruszenia warunków umowy. A to otwiera drogę do kolejnych problemów. Firma może zatrzymać kaucję, obciążyć użytkownika częścią kosztów szkody albo odmówić organizacji dalszej pomocy. Z perspektywy kierowcy brzmi to absurdalnie, bo przecież samochód był ubezpieczony. Problem polega na tym, że dla wypożyczalni kluczowe jest nie tylko samo ubezpieczenie, ale również sposób użytkowania pojazdu.

Dlatego ogromne znaczenie ma też to, kto jest poszkodowanym.

Jeżeli ktoś wjechał w Ciebie, sytuacja zwykle wygląda dużo spokojniej. Szkoda będzie likwidowana z OC sprawcy, więc wypożyczalnia ma interes w tym, żeby szybko zorganizować pomoc i odzyskać pieniądze z ubezpieczenia. W takich sytuacjach często udaje się dostać kolejne auto albo kontynuować podróż po podstawieniu nowego pojazdu.

Problemy zaczynają się głównie wtedy, gdy odpowiedzialność za zdarzenie leży po stronie użytkownika. Wtedy każdy zapis umowy nagle zaczyna mieć znaczenie:

  • zakres assistance,
  • kraje objęte ochroną,
  • udział własny,
  • zgoda na wyjazd,
  • wariant auta zastępczego po szkodzie.

I właśnie dlatego najtańszy wynajem bardzo często okazuje się najdroższy dopiero po szkodzie.

Większość kierowców przy odbiorze samochodu patrzy głównie na cenę i wysokość kaucji. Mało kto sprawdza, co właściwie wydarzy się po kolizji za granicą. A to jest dokładnie ten moment, w którym wychodzi różnica między dobrą umową a „tanim wynajmem”.

Bo dobra umowa działa wtedy, gdy coś pójdzie źle. A nie wtedy, gdy samochód po prostu jedzie przed siebie i nic się nie dzieje. Co więcej pamiętaj, że opisane problemy mogą wystąpić zarówno kilkaset metrów od granicy jak i kilkaset kilometrów od granicy, czasem te kilkaset metrów nastręczyć może mnóstwa kłopotów, warto pomyśleć zanim przejedzie się granicę, czy warto ryzykować, czy mam wszystkie dokumenty? To tylko kilometr, a właśnie na tym kilometrze może wyskoczyć pod auto sarna, wyjechać kombajn, czy może się nam urwać koło.


Wszystkie artykułyNastępny artykuł